2018.10.09 — dr Elżbieta Orzechowska — promocja nowej książki

dr Elżbieta Orzechowska
Duchowieństwo Diecezji Sandomierskiej w Powstaniu Styczniowym

9 października 2018 roku, godz. 17.00

w ramach Tygodnia Kultury Chrześcijańskiej

 

fot. Rafał C.

« 2 z 4 »

 

Promocja książki dr Elżbiety Orzechowskiej pt. Duchowieństwo diecezji sandomierskiej w Powstaniu Styczniowym w dniu 09.10.2018 r. w Oratorium św. Filipa Neri w Radomiu.

 

Miło mi Państwa powitać. Organizatorom Tygodnia Kultury Chrześcijańskiej dziękuję za zorganizowanie promocji mojej książki opublikowanej przez Wydawnictwo Diecezjalne w Sandomierzu pt. Duchowieństwo diecezji sandomierskiej w Powstaniu Styczniowym. Pragnę podzielić się z Państwem kilkoma uwagami na jej temat.

Mało kto zastanawia się dzisiaj nad tym, że żyje w wolnej i niepodległej Ojczyźnie, może swobodnie wyrażać swoje przekonania i je manifestować. Szczególnie młodym ludziom wydaje się, że tak zawsze było. Jednak historia uczy, że o wolność Polski musieliśmy się bić. Zawdzięczamy ją zarówno znanym postaciom historycznym, jak również naszym bohaterskim przodkom. To oni m.in. 155 lat temu walczyli w Powstaniu Styczniowym i składali w ofierze swoje życie.

Celem tego zrywu niepodległościowego była nie tylko walka o wolność Ojczyzny, ale także obrona wiary katolickiej. Powszechnie wtedy uważano, że prawosławny carat tępiąc Kościół rzymskokatolicki niszczy również polskość. Dlatego też ludzie Kościoła nie pozostali obojętni na te wyzwania. Nie wszyscy jednak solidarnie i jednomyślnie opowiedzieli się za walką zbrojną. Wbrew twierdzeniu niektórych historyków – udział księży w Powstaniu nie był też powszechny. Te opinie dotyczą również duchownych diecezji sandomierskiej.

W prezentowanej tu publikacji starałam się w sposób obiektywny pokazać różne postawy księży diecezji sandomierskiej wobec wydarzeń związanych z Powstaniem. Obok innych uczestników walki, odegrali oni ważną rolę w podtrzymywaniu i utrwalaniu narodowej tożsamości oraz wolnościowych dążeń Polaków. Wnieśli znaczący wkład w odbudowę wspólnego gmachu, jakim jest dziś wolna i suwerenna Polska. Wspomina o tym w przedmowie ks. prof. Zygmunt Zieliński. Cieszy fakt, że książka, która pokazuje dokonania sandomierskich duchownych ukazała się w tak ważnym czasie dla naszych dziejów: w setną rocznicę odzyskania niepodległości.

Kolejnym chlubnym jubileuszem jest dwusetna rocznica erygowania diecezji sandomierskiej. Papież Pius VII 30 VI 1818 r. na mocy bulli Ex imposita nobis, powołał arcybiskupstwo warszawskie i siedem diecezji, w tym sandomierską. Już w latach 1841-1842 władze rządowe ze względów praktycznych planowały przenieść siedzibę biskupią z Sandomierza do Radomia. Jednak odstąpiły od tego zamiaru z braku odpowiednich lokali w mieście dla instytucji kościelnych. Warto pamiętać, że w okresie Powstania obejmowała ona swym zasięgiem także obszar dzisiejszej diecezji radomskiej. W książce spotykamy więc wielu duchownych oraz informacje odnoszące się do Radomia i okolicznych parafii, m.in. Iłży, Jedlni, Kowali, gdzie proboszczem był ks. Stanisław Fijałkowski. Ksiądz ten brał udział w manifestacjach religijno-patriotycznych w Radomiu, głosił kazania w kościele św. Jana Chrzciciela i oo. Bernardynów. W czasie powstania u niego na plebanii znajdowała się stacja poczty obywatelskiej, o czym wspominała w swych wspomnieniach Jadwiga Prendowska, kurierka gen. Mariana Langiewicza. Ksiądz z obawy przed represjami ze strony władz carskich potem już mniej angażował się w sprawy polityczne. Przesyłki kurierskie przewoziła za niego pani Deskurowa, właścicielka Kowali. Mimo to w 1864 r. został aresztowany i w trybie administracyjnych zesłany do gub. archangielskiej. Tam też zmarł w 1878 r.

W diecezji sandomierskiej było kilkudziesięciu takich kapłanów, którzy za swą działalność patriotyczną przypłacili więzieniem, zesłaniem a nawet życiem.

Może warto podać kilka informacji odnoszących się do stanu diecezji sandomierskiej w 1863 r. Posługę duchową pełniło wtedy 413 duchownych; 275 diecezjalnych i 138 zakonnych. W 1859 r. na stolicę biskupią został wyniesiony ks. Józef Michał Juszyński pochodzący ze stanu chłopskiego, który w czasie Powstania bronił u władz rządowych duchownych zaangażowanych patriotycznie. Nie żądał od nich podporzadkowania się nakazom władz zaborczych. Był pod tym względem tolerancyjny, mimo że  sam nie był zwolennikiem mieszania się księży w politykę. Swą postawę wobec wydarzeń krajowych zaakcentował uczestnicząc w kilku publicznie organizowanych obchodach religijnych i rocznicowych, m.in. w święto Podwyższenia Krzyża Świętego na Świętym Krzyżu 14 IX 1861 i 1862 r.

Biskup zanim został Juszyńskim, nosił dość pospolite nazwisko – Jucha. W XIX w. niektóre osoby, chcąc zatrzeć swoje plebejskie pochodzenie, często zmieniały je lub przekształcały, dodając przyrostek -ski, co miało świadczyć o ich szlacheckim pochodzeniu. Nazwiska takie niewiele miały wspólnego z tym stanem poza chęcią podniesienia swego statusu społecznego. Tak było zapewne w przypadku Biskupa.

Podstawą merytoryczną publikacji stanowi dość szeroka baza źródłowa, będąca owocem wieloletniej kwerendy w archiwach kościelnych Sandomierza, państwowych w Lublinie, Radomiu, Sandomierzu i Warszawie oraz w bibliotekach i muzeach. Bogata jest także literatura przedmiotu, która dała okazję do porównań i ubogaciła merytorycznie pracę. Punktem wyjścia do stworzenia kartoteki duchownych sandomierskich było wielotomowe dzieło naszego krajana bpa Pawła Kubickiego, pt. Bojownicy kapłani za sprawę Kościoła i Ojczyzny w latach 1861-1915, Sandomierz 1933-1939. Biskup urodził się w 1871 r. w Radomiu i tu zmarł w 1944 r. Zgodnie ze swoją wolą został pochowany na cmentarzu parafialnym przy ul. Limanowskiego.

W książce wiele miejsca poświęciłam udziałowi duchownych sandomierskich w manifestacjach religijno-patriotycznych, inspirowanych krwawymi wydarzeniami w Warszawie 27 II i 8 III 1861 r. Na slajdzie widzicie Państwo pocztówkę upamiętniającą pięciu poległych 27 II w manifestacji w Warszawie. Dwóch z nich Karol Brendel i Zdzisław Rutkowski pochodziło z Ziemi Radomskiej. Należy zaznaczyć, że już pod koniec 1860 r. w diecezji dało się zauważyć pewne ożywienie polityczne wśród księży. Świadczyły o tym m.in. obchody 30. rocznicy wybuchu powstania listopadowego w kościele przyklasztornym oo. Bernardynów w Radomiu, a później kolportaż pism i zakazanych pieśni oraz kazania o treści patriotycznej. Materiały te odnaleziono dopiero po latach na strychu bernardyńskiego klasztoru podczas jego renowacji. W refektarzu bernardyńskim powstały wtedy początki tajnej dziesiątkowej organizacji spiskowej.

Bernardyni radomscy, którzy w tym roku obchodzą 550. rocznicę przybycia do Radomia przewodzili wszystkim manifestacjom religijno-patriotycznym w mieście, z wiernymi śpiewali pieśni Maryjne i hymny narodowe przed figurą Matki Bożej Niepokalanej, należeli do tajnej organizacji. Na slajdzie widzicie Państwo kopiec z krzyżem usypany przed kościołem 8 sierpnia 1861 r. przez mieszkańców Radomia w rocznicę Unii Lubelskiej. Za głoszenie „patriotycznych” kazań czterej ojcowie na polecenie władz rządowych zostali karnie przeniesieni do innych klasztorów. Na Syberię zesłano pięciu zakonników: Paulina Domańskiego, Rocha Klimkiewicza, Justyna Mielechowicza, Telesfora Zaborka i Adama Rycerskiego. Ten ostatni nie dotarł na miejsce zesłania, gdyż na jednym z etapów w więziennym szpitalu prawdopodobnie został otruty przez miejscowego felczera. Współwięźniowie twierdzili, że kiedy medyk zobaczył u o. Rycerskiego pieniądze, i aby go okraść, dał mu takie lekarstwo, po którym ksiądz zmarł.

Udział w manifestacjach brali też księża z parafii pw. św. Jana Chrzciciela w Radomiu oraz z najbliższej okolicy. Drugim centralnym punktem życia patriotycznego w diecezji był Sandomierz, a także Bodzentyn, Ćmielów, Kunów, Mirzec, Opatów, klasztor na Świętym Krzyżu.

W manifestacjach uczestniczyło zwłaszcza niższe duchowieństwo. Jednak duża jego część okazała się raczej ostrożna w angażowaniu się w ruch. W diecezji na 197 parafii w 1861 r. manifestacje zorganizowano tylko w 32, czyli w co szóstej. Na szczególne jednak uznanie zasługuje grupa księży z ks. Kacprem Kotkowskim, proboszczem z Ćmielowa na czele, która wykazała się dużą dojrzałością polityczną. Kapłani ci 29 X 1862 r. zwołali do Świętomarzy zjazd duchownych całej diecezji i jako pierwsi zgłosili akces do Komitetu Centralnego Narodowego, tj. tajnej delegatury „czerwonych”. Z analizy źródeł wynika, że do prac organizacji podziemnej włączyło się 31 duchownych, tj. co czternasty.

Księża sandomierscy stanowili jedno z ogniw sił powstańczych, lecz o niewielkiej skali. W nocy z 22 na 23 stycznia 1863 r. tylko czterech księży towarzyszyło oddziałom powstańczym; w napadzie na Bodzentyn Izydor Ciągliński i Antoni Omiński, na Jedlnię Szymon Konarski, na Szydłowiec Antoni Ryłkowski, proboszcz parafii Jastrząb. Powszechnemu twierdzeniu, że niemal w każdym oddziale powstańczym przebywał kapelan, przeczy fakt, że na ogół tylko duże partie powstańcze miały księży i to przez krótki czas. Odnotowałam 38 kapelanów, w tym 18 z sąsiednich diecezji, ale tylko dwóch z nich miało rządowe nominacje kapelańskie Bronisław Markowski i Józef Musielewicz. Cechą powstania ze względu na dynamikę działań bojowych była duża płynność kadry oficerskiej, w tym też służb kapelańskich.

Księża, którzy nie byli kapelanami często przywozili do oddziałów żywność, odzież, pocztę i meldunki o ruchach wojsk rosyjskich. Jednym z nich był ks. Fryderyk Włocki, wikary ze Zwolenia. Wśród parafian zbierał buty i kożuchy. Rozdawał je powstańcom przybyłym do miasta. Kowalom kazał kuć kosy i piki. Za taką działalność władze  wojenne zesłały go na katorgę, a jego proboszcza ks. Karola Woźnickiego uwięziły i skazały na dużą grzywnę. W Sandomierskiem w bitwach i z wyroków władz wojennych rosyjskich straciło życie ogółem 9 duchownych.

W materiałach źródłowych nie znalazłam potwierdzenia, aby sandomierscy księża walczyli w powstaniu z bronią w ręku (jak w przypadku ks. Stanisława Brzóski na Podlasiu czy ks. Antoniego Mackiewicza na Żmudzi), chociaż czterech dowodziło niewielkimi oddziałami zbrojnymi. Historyk Józef Pietrzak zaznaczył w swej pracy, że księża poszli do powstania „z krzyżem w ręku, bo taka tylko broń kapłanowi przystoi”. W trudnym więc położeniu znaleźli się ci duchowni, którzy z jednej strony chcieli pozostać wierni prawom Dekalogu i nakazom kościelnym, zaś z drugiej obowiązkowi wobec Ojczyzny.

W powstaniu powszechną praktyką było, że ochotnicy i pojedyncze oddziały wyruszały do walki „w imię Boże”, po spowiedzi i Komunii Świętej oraz po otrzymaniu błogosławieństwa od duchownego. O religijnej atmosferze w oddziałach świadczyła nie tylko obecność księdza, ale też znaki święte na sztandarach i godłach powstańczych, poranne i wieczorne modlitwy, Msza św. odprawiana, o ile pozwalały warunki bojowe. Specjalną misję pełnili kapłani w kształtowaniu postaw patriotycznych i moralnych powstańców, krzepili na duchu, dodawali odwagi walczącym. W czasie bitwy udzielali ogólnej absolucji na wypadek śmierci, rozgrzeszali konających, opatrywali rannych.

Chlubną kartę w powstaniu zapisali także sandomierscy alumni. Na ogólną liczbę 50 w roku akademickim 1862/63 do powstania poszło 23, tj. 46%. W oddziałach razem z braćmi zakonnymi służyli najczęściej jako szeregowi żołnierze. Tylko kilku z nich wróciło potem do seminarium. Nie wszyscy też seminarzyści wzięli udział w insurekcji. Do powstania nie poszedł z powodu słabego zdrowia kleryk Piotr Górski, późniejszy proboszcz kościoła św. Jana w Radomiu. Książkę o nim napisał ks. doktor Szczepan Kowalik pt. Fabrica ecclesiae. Żywot i sprawy radomskiego proboszcza ks. Piotra Górskiego, Radom 2016.

W materiałach źródłowych spotkałam nie tylko bohaterskich księży oddanych sprawie narodowej, ale także niechętnych powstaniu jak na przykład ks. Michał Tomaszewski, proboszcz Strawczyna, dek. bodzentyński. Z rozkazu płk. Czachowskiego w czerwcu 1863 r. został nawet aresztowany i skazany przez sąd powstańczy na karę śmierci. Winą jego była wręcz ostentacyjna wrogość wobec powstania. Nie tylko wzywał z ambony wiernych do chwytania powstańców i wydawania władzom carskim, ale stworzył grupę osób zajmującą się wywiadem na rzecz Rosjan. Ksiądz uniknął kary śmierci. W czasie bitwy pod Ratajami skorzystał z zamieszania i ratował się ucieczką. Choć nie wszyscy duchowni popierali powstanie, to nie spotkano wśród nich tak wrogiej postawy, jak w przypadku ks. Tomaszewskiego.

Konsekwencją uczestnictwa duchownych diecezji sandomierskiej w narodowym zrywie były represje masowo stosowane przez władze carskie. Sądy polowo-wojenne wydały na księży trzy wyroki śmierci przez rozstrzelanie i jeden przez powieszenie. Orzeczenia te później zamieniono na zesłanie na Syberię. Ogółem zesłano 30-tu księży (wróciło ośmiu), 92 aresztowano z 58 parafii, 63 skazano na grzywny i kontrybucje, trzem skonfiskowano majątek, 16-tu udało się na emigrację, ukazem carskim z 8 XI 1864 r. zlikwidowano 11 z 14 klasztorów w diecezji  i skonfiskowano im mienie. Taki los spotkał m.in. klasztor bernardynów radomskich. Jeszcze w 1870 r. za działalność powstańczą zesłano dominikanina o. Antoniego Markowskiego, którego rok później cofnięto z drogi na Syberię. Wielu księży jeszcze długie lata pozostawało pod dozorem policji i nie mogło awansować bez zgody władz carskich.

Jeden z moich Przyjaciół spytał, dlaczego interesuję się Powstaniem Styczniowym i jak długo gromadziłam materiał do książki.

Odpowiedziałam, że ciekawość powstaniem odziedziczyłam widocznie w genach po przodkach. Rodzice wspominali, że prababcia ze strony taty, mieszkająca w okolicach Kowali gościła u siebie płk. Dionizego Czachowskiego z oddziałem, a pradziadek ze strony mamy bił się w powstaniu na Wołyniu. Pragnę przypomnieć, że szczątki bohaterskiego płk. Dionizego Czachowskiego spoczywają w granitowym sarkofagu w Kaplicy Adoracyjnej kościoła pw. Katarzyny Aleksandryjskiej oo. Bernardynów w Radomiu. Według tradycji rodzinnej matka Dionizego, Joanna z Krzyżanowskich-Czachowska, była rodzoną siostrą Justyny Krzyżanowskiej-Chopinowej, matki Fryderyka.

Zainteresowanie powstaniem sprawiło, że pracę magisterską napisałam o gen. Walerym Wróblewskim, bohaterze powstania w Lubelskiem i na Podlasiu. Udziałowi duchownych diecezji sandomierskiej w insurekcji poświęciłam wiele artykułów i pracę doktorską, obronioną na KUL-u. Promotorem obu dysertacji był nieżyjący już prof. Ryszard Bender.

Praca nad książką trwała niemal dwa lata. To moi przyjaciele historycy, zwłaszcza ks. prof. Bogdan Stanaszek z Uniwersytetu Papieskiego Jana Pawła II w Krakowie, namówili mnie do przygotowania wszystkich wcześniej opublikowanych artykułów do druku w zwartej publikacji. Jednak powrót po latach do tematu nie był łatwy. Większość tekstów musiałam przeredagować i znacznie poszerzyć pod względem treści oraz uzupełnić o najnowszą literaturę, zweryfikowałam też niektóre swe dawne sądy.

Moje wcześniejsze twierdzenie o powszechnym wprost udziale duchownych diecezji sandomierskiej w ruchu powstańczym okazało się informacją nie w pełni zgodną z ówczesną rzeczywistością. Zaangażowanych była nie większość, ale co piąty duchowny. Zmieniłam też pogląd na temat postępowania niektórych księży zesłańców. Wcześniej dzieje wszystkich postrzegałam w kategoriach męczeństwa i świętości. Na Syberii też świeccy zesłańcy oczekiwali od współwięźniów duchownych szczególnego rodzaju zachowania, wzorowych i nienagannych postaw. Jednak nieliczni, przebywając w niezwykle trudnych katorżniczych warunkach okazali się niegodni nawet miana kapłana. Przykro to mówić, ale wiary katolickiej i swego stanu kapłańskiego wyrzekł się zakonnik bernardyński z Radomia, Roch Klimkiewicz. Szczególnie wstydliwymi dla społeczności księży-wygnańców sprawami na osiedleniu w Tunce było lichwiarstwo, surowo piętnowane i karane oraz nadużywanie alkoholu. Jednak niemal wszyscy księża-pamiętnikarze zgodnie pisali, że przeważająca część duchownych zesłańców żyła pobożnie i przykładnie. Przestrzegała zasad i wartości, którymi kierowała się wcześniej.

Niezwykle rzeczowej i trafnej oceny udziału duchownych w powstaniu dokonał jeden z największych znawców historii Kościoła ks. prof. Mieczysław Żywczyński. Wiele lat temu pisał: „Duchowny walczący jako szeregowiec lub dowódca, to coś kłócącego się z nauką Kościoła. Można [księży] chwalić z punktu widzenia patriotycznego, ale trudno z kościelnego. Co innego gdyby byli tylko kapelanami, sanitariuszami itp. Z drugiej jednak strony tych księży bojowników tłumaczą pewne okoliczności. Postępowali tak przecież w przekonaniu, że walczą w obronie wiary, co zresztą było w pewnej mierze zgodne z prawdą”.

 Czy ocenę Księdza Profesora można odnieść także do duchownych diecezji sandomierskiej? Odpowiedz na to pytanie znajdziecie Państwo w prezentowanej książce. Zachęcam więc do jej lektury.

Na zakończenie pragnę jeszcze wspomnieć o dwóch zdarzeniach dotyczących pracy nad nią. Poszukiwanie materiałów źródłowych, tzw. kwerendę rozpoczęłam w archiwach kościelnych Sandomierza w 1982 r., w czasie trwania stanu wojennego. Ówczesna sytuacja polityczna Polski nie sprzyjała spokojnej pracy naukowej. Przypomnę, że aby wyjechać z Radomia należało posiadać stosowną przepustkę lub delegację. Niełatwo też było dojechać do Sandomierza, a jeszcze trudniej

Pamiętam też inną zabawną historię. W Archiwum Diecezjalnym w Sandomierzu, które mieściło się w siedzibie dawnej kurii biskupiej siedziałam w dużej sali przy stylowej sekreterze i odręcznie robiłam notatki. Nie było wtedy mowy o fotokopiowaniu, czy fotografowaniu źródeł. Godzinami więc wykonywałam żmudną benedyktyńską pracę nieomal średniowiecznego kopisty. Pewnego dnia, gdy byłam zajęta notowaniem usłyszałam dość głośną rozmowę dwóch sędziwych kapłanów, rezydenta, ks. Stanisława Grudzińskiego i ówczesnego kanclerza kurii, ks. Jana Kaczmarskiego.

– Kim jest Osoba siedząca przy sekreterze? – spytał ks. Grudziński.

– A, to taka młoda uczona! – odrzekł z powagą ksiądz kanclerz.

Na wspomnienie tej rozmowy nadal nie mogę powstrzymać się od śmiechu, gdyż daleko mi było do uczonej, a tym bardziej dziś do „młodej uczonej”.

 

Serdecznie dziękuję za głosy w dyskusji i wszystkie cenne wnioski.

Za profesjonalne uwagi i wsparcie duchowe wyrażam wdzięczność ks. prof. Edwardowi Walewandrowi z Katolickiego Uniwersytetu Jana Pawła II w Lublinie oraz mojemu dawnemu, niezwykle uzdolnionemu uczniowi ks. dr. Szczepanowi Kowalikowi. Wydawnictwu Diecezjalnemu i Drukarni w Sandomierzu bardzo dziękuję za przyjęcie książki do druku i jej piękny edytorski kształt. Księdzu Dyrektorowi Katolickiego Liceum im. św. Filipa Neri, Mirosławowi Paskowi dziękuję za propozycję promocji książki w Oratorium, a zastępującemu Go na uroczystości ks. prof. Adamowi Majowi dziękuję za gościnę i przywitanie zebranych. Dziękuję panu Zbigniewowi Skuzie, prezesowi Stowarzyszeniu „Młyńska” za patronat, ks. dr. Michałowi Krawczykowi za przewodzenie uroczystości, Siostrom z Księgarni Mariackiej za sprowadzenie książek z Wydawnictwa Sandomierskiego i ich sprzedaż, panu Rafałowi Celejowi za logistyczne przygotowanie spotkania, paniom Ani i Dianie Dębskim za przygotowanie ciasta, a Szanownym Gościom za liczne przybycie.

Bardzo dziękuję Państwu za uwagę i serdecznie zapraszam na poczęstunek.

dr Elżbieta Orzechowska